Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory dotrzymaniem obietnic z 2015 roku

Tak jak się można było spodziewać Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne w Polsce, uzyskując przy tym możliwość samodzielnego sprawowania władzy, co dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego było kluczowe.


Przeglądając media społecznościowe, można odnieść wrażenie, że duża część społeczeństwa wierzyła, że wybory może wygrać Koalicja Obywatelska. Ale czy były ku temu jakiekolwiek przesłanki? W mojej opinii nie. Z racji, że koszula zawsze bliższa ciału, odniosę się sytuacji w 41 okręgu wyborczym, w którym partia Grzegorza Schetyny o mały włos nie przegrała.

Kiedy opinii publicznej wydawało się, że władze krajowe partii na lidera w Szczecinie wskazały Arkadiusza Marchewkę, zdecydowano w ostatnim momencie, że lokomotywą listy KO na Pomorzu Zachodnim będzie Sławomir Nitras.

Kontrowersyjny bądź co bądź Nitras swoich zwolenników ma licznych i udało mu się ich przekonać, że 13 października warto iść na niego głosować, to równie dobrze mógł to zrobić z ostatniego miejsca na liście. Czy udało mu się namówić do głosowania na Koalicję Obywatelską obywateli niezdecydowanych lub takich, którzy szukają alternatywy dla Prawa i Sprawiedliwości? Tego nie byłbym taki pewien.

Sławomir Nitras mocno wpisał się w retorykę opozycji, skupionej na konsekwentnej krytyce wobec rządzących. Obywatele oczekują jednak czegoś więcej niż tylko stwierdzenia, że PiS jest czymś złym. Wielu zadaje sobie pytanie, w czym Koalicja Obywatelska czy Platforma Obywatelska jest lepsza? Wyraźnie skorzystała na tym Lewica, która na Pomorzu Zachodnim zyskała ponad 15% poparcie. To wcale nie oznacza, że Sojusz Lewicy Demokratycznej poparli tylko lewicowi wyborcy. Naturalnym stało się, że Lewica będzie trzecią siłą w parlamencie. Przynajmniej do czasu, kiedy nie popełni błędów i nie wpisze się w tak mocną retorykę antyPiSu. Polacy oczekują konstruktywnej opozycji, która będzie nie tylko będzie zgłaszała swoje poprawki, ale przede wszystkim będzie realną alternatywą dla obozu władzy.

Pewnego rodzaju ciekawostką jest dobry wynik Konfederacji Wolność i Niepodległość. Jaki będzie polityczny byt ugrupowania Janusza Korwina-Mikke, zależeć będzie już tylko i wyłącznie od samego lidera. Albo podzieli los Pawła Kukiza – antysystemowca, który przed październikowymi wyborami w system wchłonął, albo będzie mozolnie budował swoją pozycję.

Z kolei Prawo i Sprawiedliwość, jak i sam prezes Jarosław Kaczyński wyciągnęli wnioski z dotychczasowych porażek, jakie partia notowała na przestrzeni lat. Przez ostatnie 4 lata PiS zbudował wiarygodność wśród elektoratu, który wcale nie jest naturalnym dla Prawa i Sprawiedliwości. Elektoratu, który oczekiwał od polityków czegoś więcej niż krytyki politycznej konkurencji.

O zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości zadecydowały przede wszystkim obietnice złożone w kampanii wyborczej w roku 2015. Realizacja programu „Rodzina 500+” i obniżenie wieku emerytalnego, było w mojej opinii kluczowe dla rozstrzygnięć wyborczych zarówno w roku 2015, jak i 2019.

Wynik wyborczy partii Jarosława Kaczyńskiego byłby z pewnością jeszcze okazalszy, gdyby nie zapowiedzi tak drastycznych podwyżek minimalnego wynagrodzenia, które z kolei zmobilizowało przedsiębiorców, do tego, aby raz pójść do urn wyborczych, dwa zagłosować na opozycję.

Przed Prawem i Sprawiedliwością z pewnością 4 trudne lata, bowiem już na dobre ruszyła kampania wyborcza przed zaplanowanymi na przyszły rok wyborami prezydenckimi, a także zbiegającymi za 4 lata wyborami samorządowymi i parlamentarnymi. Prawo i Sprawiedliwość, jeśli w dalszym ciągu chce rozdawać karty na politycznej planszy, będzie musiało utrzymać swoją wiarygodność, dotyczącą realizacji obietnic wyborczych.

Autor: Gracjan Broda