Dlaczego wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość?

Prawo i Sprawiedliwość wygrało kolejne wybory z rzędu, chociaż można było przypuszczać, że przewaga partii rządzącej nad Koalicją Europejską będzie jeszcze wyższa.


Koalicja Europejska zastanawia się, dlaczego przegrała wybory, tymczasem Prawo i Sprawiedliwość powoli przygotowuje się już do kolejnych. Tych na jesieni, które zarówno dla partii Jarosława Kaczyńskiego, jak i Grzegorza Schetyny będą najważniejsze.

Dlaczego wygrało Prawo i Sprawiedliwość?

Odpowiedź na to pytanie jest akurat bardzo proste. Wygrało, ponieważ dotrzymało obietnic wyborczych danym Polakom w 2015 roku. Jeżeli politycy Koalicji Europejskiej myśleli, że „przeciętnego Kowalskiego” interesować będą zawirowania wokół Trybunału Konstytucyjnego, czy wymiaru sprawiedliwości to byli w błędzie.

Na wyobraźnię „Kowalskiego” zdecydowanie bardziej podziałało obniżenie wieku emerytalnego, rządowy program 500+ czy trzynasta emerytura. Dlaczego? A dlatego, że dotyczy go to bezpośrednio. Podnosi jego stopę życiową i daje poczucie, że politycy partii rządzącej o niego dbają.

W czasie kiedy najważniejsi politycy obozu rządzącego jeździli po kraju i przypominali Polakom, to co dotychczas udało im się zrealizować, Koalicja Obywatelska opowiadała, jakie to Prawo i Sprawiedliwość jest złe i trzeba zrobić wszystko, aby odsunąć je od władzy.

– PiS złe? Wiek emerytalny obniżyli, pieniądze na dzieci dali, to jaki ten PiS zły – mógł sobie pomyśleć Kowalski, słysząc narzekania czołowych polityków opozycji.

Koalicja Europejska poza kilkoma hasłami nie dała Polakom ani żadnej konkretnej oferty, ani tym bardziej żadnych gwarancji, że będzie żyło się im jeszcze lepiej. Opozycji nie pomogły głosy płynące z tzw. elit – aktorów, artystów, celebrytów czy sportowców.

Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki, a wcześniej Beata Szydło dali Polakom nadzieję, że w Polsce obywatel może liczyć na coś więcej niż tylko płacenie podatków. I czy się komuś to podoba, czy nie – słowa dotrzymali.

Kaczyński zdecydowanym liderem politycznym

Dotychczas było tak, że przed kolejnymi wyborami spadała aktywność Jarosława Kaczyńskiego, a na pierwszy plan wychodzili inni. Tym razem było zupełnie inaczej. To Jarosław Kaczyński był prawdziwym liderem, który wziął na siebie ciężar i odpowiedzialność za powodzenie Prawa i Sprawiedliwości.

Podczas konwencji w Szczecinie lider ludowców Władysław Kosiniak–Kamysz głośno i wyraźnie powiedział, że aby wygrać wybory, nie można być tylko i wyłącznie antyPiSem. Słów tych najwyraźniej nie posłuchał obecny na sali Grzegorz Schetyna.

Wyraźnie było widać, że przewodniczący Platformy Obywatelskiej i jego najbliższe otoczenie nie ma pomysłu na kampanię do Parlamentu Europejskiego. Jeżeli Platforma Obywatelska chce odgrywać kluczową rolę, musi wrócić do swoich początków. Być partią nowoczesną, która ma pomysł nie tylko na Polskę, ale i na samą siebie. W perspektywie czasu może się bowiem okazać, że szeroka ideowo Koalicja Europejska przyniesie partii macierzystej Grzegorza Schetyny więcej szkód niż pożytku.

A co na jesieni?

Wydawać by się mogło, że zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Prawo i Sprawiedliwość są w komfortowej sytuacji. W gruncie rzeczy nie jest tak kolorowo, jakby mogło się wydawać. Jeżeli partia rządząca chce utrzymać władzę w Polsce, musi zapewnić sobie samodzielne rządzenie. Trudno bowiem liczyć, że przy obecnym rozkładzie sił politycznych, PiS-owi uda się zawiązać z kimkolwiek koalicję.

Jarosław Kaczyński udowodnił, że strategiem jest doskonałym i przynajmniej na razie punktuje swoich rywali niczym wytrawny bokser, który uderza z impetem, ale ostatecznie nie chce posyłać swojego rywala jeszcze na deski.

Autor: Gracjan Broda