Menu

„Egzorcyzmy księdza Wojciecha” Krzysztof Varga

  • Gracjan Broda

Najnowsza książka Krzysztofa Vargi to poniekąd współczesna realizacja motywu danse macabre. W średniowiecznych tekstach kultury upersonifikowana śmierć zapraszała do tańca przedstawicieli różnych stanów, płci i wieku, więc w śmiertelnym korowodzie szli obok siebie: król, żebrak, biskup, starzec i dziecko. Na rycinach Holbaina kościotrup z kosą walczy z rycerzem, wyprowadza z kościoła zaskoczoną kobietę, porywa z kołyski dziecko, szarpie się z mnichem.

W „Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią” śmierć nie tylko przedstawia Mistrzowi swoją naturę, sposoby działania i przeraża go swoim wyglądem, ale dokonuje charakterystyki ówczesnego społeczeństwa.

Podobnie rzecz się ma u Vargi. Śmierć wprawdzie nie została uosobiona i nie tańczy między nami potrząsając groźnie kosą, ale zaskakuje i zadziwia (czasami bohatera, czasami czytelnika), chociaż nie zawsze przecież przychodzi w sposób niezapowiedziany.

Wobec niej równi stają się ci, których za życia dzieliła przepaść – ekonomiczna, intelektualna, społeczna. Stają naprzeciw niej obcy bliscy, urzędnicy, ludzie samotni, telewizyjni wróżbici i księża.

Ale przecież „Egzorcyzmy księdza Wojciecha” to nie tylko książka o śmierci, ale także o życiu. Varga z charakterystyczną dla siebie wnikliwością i wspaniałą ironią obserwuje polską codzienność z jej absurdami i tragediami. Ci, którzy czytali „Trociny”, „Aleję Niepodległości” czy felietony( zebrane w formie książkowej pod tytułem „Polska mistrzem Polski”) i tym razem nie zawiodą się, licząc na ostrą, zjadliwą i zabawną jednocześnie charakterystykę pewnych zjawisk społecznych i typów ludzkich, które spotkać można w naszym kraju.

Tradycyjna wigilia organizowana co roku wedle tego samego schematu, podczas której nie może zabraknąć tradycyjnych potraw, tradycyjnego opłatka i równie tradycyjnego siana pod obrusem, pozbawiona jest prawdziwego ciepła i przebaczenia, a do tego tym razem kończy się zupełnie inaczej niż każdego innego roku.

Obce sobie matka i córka nie nawiążą już nigdy żadnych dobrych relacji, do końca życia (czyli już wcale nie tak długo) będzie je łączyć jedynie toksyczna, niszcząca relacja oparta na pretensjach, wyrzutach i poczuciu krzywdy z obu stron. Obiad u mamy staje się koszmarem i poważnie zagraża zdrowiu.

„Zawsze kiedy miała jechać na Ursynów, do matki, na sobotni bądź niedzielny obiad, robiło jej się niedobrze. Mdliło ją i czuła, że zaraz zwymiotuje. Zresztą wymiotowała czasami(...)” 1)

Dlatego córka jedzie do matki wtedy, gdy nie może już wymówić się nawałem obowiązków w pracy czy złym stanem zdrowia. Każda wizyta jest walką o przetrwanie, a wyjście z rodzinnego domu w stanie względnego zdrowia psychicznego - zwycięstwem i ulgą. Ulgą jedynie chwilową, bo już wkrótce nadejdzie termin kolejnej wizyty i wszystko zacznie się od początku – wymiotowanie ze stresu, droga na ulicę Cynamonową jak na szafot i obiad ze ściśniętym z nerwów żołądkiem. Bo nawet obiad staje się oskarżeniem wobec córki. Wymaga bowiem długich przygotowań i wysiłków oraz jest dowodem bezgranicznego poświęcenia się matki dla dziecka, a co gorsze – dla dziecka innego niż by to sobie można było wymarzyć.

„(...) zawsze się widowiskowo poświęcała; gdyby to nieudane dziecko, jej życie z pewnością byłoby lepsze: mogłaby się krzątać dla innego, udanego dziecka.” 2)

Małżonkowie żyją z sobą od lat i od lat nie mają sobie nic do powiedzenia, a jednak tkwią obok siebie i to, co im pozostaje, to wewnętrzna emigracja. Dla męża wolnością od żony są krótkie chwile spędzone w drodze do śmietnika, więc przedłuża ten czas i wędruje z wiadrem po podwórku, opóźniając wyrzucenie śmieci jak długo się da.

„Każda chwila spędzona bez żony Zdzisławy była dla niego chwilą prawdziwej wolności, a ta wolność nigdy nie wychodziła poza bramę kamienicy. (...)Dlatego rzadkie chwile samotności były tak cenne, i teraz pan Wiesław starał się iść do śmietnika najwolniej, jak potrafił.” 3)

Żona ucieka w świat telewizji i śledzi wszystkie najgłupsze programy.

Brak rodziny i całkowita samotność też nie gwarantują szczęścia, podobnie jak niezłe pieniądze, magiczne zaklęcia i równie magiczne zabiegi, mające na celu dbanie o urodę, kondycję i nieśmiertelność.

Nawet Bóg księdza Wojciecha nie chroni przed złem albo Złym, który czai się tam, gdzie nie wszyscy się tego spodziewają.

Pozostaje kwestia do rozstrzygnięcia: samemu podjąć decyzję (jak bohater jednego z opowiadań), czy wzorem innych bohaterów czekać na zderzenie z przerażającą chorobą albo bezmózgimi typami w miejskim parku. A może mieć złudną nadzieję na litościwy i skuteczny wylew.

Dodatkowym walorem książki jest język, bo Varga jak zwykle świetnie różnicuje sposób wypowiedzi swoich bohaterów .Inaczej przecież mówi i myśli ksiądz, inaczej pani profesor, student czy kierowca autobusu.

„Egzorcyzmy księdza Wojciecha”, podobnie jak „Trociny” to książka dla wszystkich wkurzonych tym, co dookoła i własnym życiem.

Bibliografia:

1) Varga K., Egzorcyzmy księdza Wojciecha, wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2017, strona 28,

2) Varga K., Egzorcyzmy księdza Wojciecha, wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2017, strona 34,

3) Varga K., Egzorcyzmy księdza Wojciecha, wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2017, strona 184-185,

Autor: Monika Golańska

Regionalny Portal Informacyjny

Adres redakcji: ul. Piaskowa 102/4, 72-010 Police
Nr rejestru: 909

tel. 796 142 364

kontakt z redakcją